|
W czasie studiów humanistycznych mieliśmy okazję uczestniczyć w serii wykładów prowadzonych przez genialnego profesora, którego konikiem była historia sztuki. Człowiek ten, jak ani jedna osoba inny na świecie, potrafił nas zainteresować nudnym z pozoru tematem na maturę z historii sztuki. Wszyscy ludzie z ochota szli na jego wykłady, ażeby przed dziewięćdziesiąt minut oddawać się przyjemności słuchania i oglądania największych dzieł artystycznych w historii sztuki. Dzięki temu profesorowi dla wielu z nas historia sztuki przestała jawić się jako niemożliwa do opanowania wiedza o zjawiskach wykraczających poza struktury poznawcze przeciętnego człowieka pozbawionego talentu plastycznego. Dosłownie inaczej, wielką przyjemność sprawiało nam odkrywanie nowych zależności wśród detalami kompozycyjnymi poszczególnych dzieł i powstawanie swoich analiz i interpretacji kanonu. Omal stuprocentowa frekwencja na wykładach i ćwiczeniach prowadzonych poprzez tego samego entuzjastę historii sztuki sprawiła, że końcowy egzamin obejmujący część pisemna i ustną nie stanowił dla nas większego kłopotu i spora większość z nas zaliczyła go śpiewająco na bardzo dobre oceny, co dla niektórych było dużym zaskoczeniem i nowością w pełnym dotychczasowym procesie kształcenia akademickiego.
|
|